pustostan…

xxx

wczoraj tak nagle uderzył
hormon z jasnego nieba
i huczał śmiechem szalonym
bo na tańce ją zabierał

hormon bystry i zwinny
nowe poczęcie planował
drwiąc z kobiet niemiłosiernie
szybko dziecko jej wpakował

Karia

Nie kleje sie i nie trzymam, wiersz wyssany z wszystkich palcow po koleji, bez ladu, skladu i wiekszych uniesien. Moze troche w tym zycia i obserwacji, nie do konca przetworzonych i zrozumialych… poetka amatorka Karia Rimoz hahaha. Najsmieszniejsze, ze zamiast talet rozwijac, ja swoj cofam.

Beata

Beata

spadła
ze skały życia

rozbita
z kawałkami uśmiechu
leży i czeka

nie krzyczy
nie płacze
nie wzdycha

tylko patrzy
jak świat zamiera

Karia

Dla Beaty Przeniosło – Beci
http://www.tvs.pl/informacje/9053/

xxx

xxx

poszarpane, wygryzione
przeoczone i niepewne
czeka w Tobie od miesięcy
aż wybuchnie albo zdechnie

Gorączkuje, drży i kicha
nocą dusi… sen przerywa
kiedy tylko się rozbudzisz
pewnie kaszlem Cię powita!

Karia

kolejna bzdurnosc, chorobotworcza ;p tytul mial byc choróbsko =p ale po co tu tytul ;]

wczoraj odkryli…

xxx

wczoraj odkryli
że byłaś
poetką-dzikuską
przykulona
z wierszem na dłoni
wychodziłaś
z łona głupoty

a oni się śmiali
i drwili
bo i tak
nic z tego
nie rozumieli

Karia

Zima się znudziła

Biała Kurwa

Biała Kurwa rzyga śniegiem
pluje błotem na chodniki
wściekle patrzy na przechodniów
w mrozie swe ofiary grzebie

Biała Kurwa już lękliwa
bo tam Wiosna szepce cicho
że jak przyjdzie do Krakowa
to jej sople… powyrywa!!!

Karia

Wierszowanki chorowanki. Przeziebienie mnie dopadlo i czuje sie jak polowa siebie ;p

xxx

xxx

styczniowym porankiem
zima się bieli

krakowskim tramwajem
pędzę jej na przeciw!

Karia

bo tak

“bo tak”

ten cholerny
zachód słońca
i ja 
gwiazda wschodząca


Karia

 

Wyssane z palca tuz przed wtorkiem.

w oka mgnieniu?

erotyk

Bo kiedy padam cieniem
na jego ziemskie istnienie
przywieram mocniej do skały
żeby blade usta
od grzechu nabrzmiały

Karia

cała ja i jeszcze kawałek ciebie

“XXX”

od czasu do czasu
lubię tak po prostu
upaść
na czarno–białą płaszczyznę
wieczornych myśli
poskręcać się i pozwijać
w cienkiej bibułce liryki
wciągnąć szary dym próżności
trzymać mocno
i nie puszczać
nadziei
na lepsze jutro

Karia

Pierwszy wiersz tej jesieni, który udało mi się zapisać nim uciekł z głowy.

“A jednak”

“A jednak”

A jednak
jesteśmy twórcami nowej
nienawiści

Kiedy otwieram moje drzwi
dumnie zamykasz okno

z widokiem na ciemny głaz
jeszcze z kroplą nadziei

w gumowych rękawiczkach
trzymam twoje dłonie

Przeklinam

Przez nasz dom
przeszedł właśnie
potężny huragan

Talerze całują podłogę
lustro turla się w
zimnym przedpokoju

Stoimy przerażeni…

bo czasami
burze się nie kończą


Karia

Nie pamietam,  kiedy to powstalo, ostatnio znalazlam gdzies tam w swoich bzdurach. Przerobilam bo jakos stara wersja taka niepoprawna mi sie wydawala, niedojrzala i bez kleju … jeszcze sie nad tym zastanowie, bo teraz to zadna wersja mi sie nie podoba ha!

Więc jesteśmy
twórcami nowej
nienawiści
Ty zamykasz okno
z widokiem na głaz
Ja otwieram drzwi
w gumowych rękawiczkach
trzymam dłonie
Przez nasz dom
przeszedł właśnie
huragan
Talerze całują podłogę
lustro turla się w
przedpokoju
A my
stoimy bojąc się

Czasami burze się
nie kończą

„parodia”

parodia”

runęłam z mostu
na twarz
padam z nóg i drżę
a podobno
lekarstwa pomagają
dali mi
elastyczny krzyż
owinę go wokół palca
nie ja za nim
on za mną pójdzie
ukrzyżować słowa
na nic się zdały
modlitwy do ścian
pokuta i msza
i tak tlenu brak

Karia

Stare, aczkolwiek ma w sobie cos… cos ze mnie z tamtych lat, te moje czarne mysli, te moje schizofrenie… to tanie pijanstwo, beztroskosc pelna problemow egzystencjonalnych… ta ja, 16, 17 lat?

I jeszcze poszukiwanie tej zagubionej wiary, ktora do dzis sie nie onalazla. Z kazdym dniem chyba coraz bardziej trace poczucie jakiejkolwiek boskosci.

“No Name”

“No Name” Kraków, 30.08.2007

Popatrz przed siebie

nim świat Cię zobaczy,
nim spotkasz miłość,
która coś znaczy,
nim znajdziesz szczęście,
które Cię wypełni,
nim odkryjesz drogę,
którą dążyć będziesz.

Popatrz przed siebie

tam znajdziesz nadzieje,
która wszystko zmieni…

Sabdzioszek =)

Tekst znajomej. Prosto z serca, otwarcie i bez zadnych zawilosci :)

“Ja”

“Ja”


okruszek pazerności
spada na podłogę
zaplątano w moje oczy
widok kamienia
karłowate Ja biegnie
ku przyszłości
spóźniam sie znów
na poranne przyjemności…

Karia Rimoz

Stare, moze na dniach cos nowego… moze :D
Z ostatniej chwili – dostalam olsnienia i zmienilam pierwsze przyjemnosci na pazernosci =p

“dzięki Tobie”

“dzięki Tobie”

tam gdzie mieszkam
historia momentami wspomina czasy
kiedy jeszcze nikt o mnie nie wiedział
a Kraków był bardziej drewniany

tam gdzie mieszkam
powoli pękają kamienic ściany
kiedy pod naporem smutnej starości
Kraków chce być bardziej pijany

tam gdzie mieszkam
mieszkam właśnie dzięki Tobie
przechodniu całkiem przypadkowy
w magicznym mieście Krakowie
Karia

dziękuje \

=)

w trakcie

xxx

xxx

znajdziesz miłość
wśród złości
oddasz radość
za smutek
zgaśnie światło
w ciemności
i zapomnisz…

…zapomniałeś?

Karia

z 10 lat ten tekst ma =p

“Nasza Polska”

“Nasza Polska” 
nasza Polska już nie polska
krzyczy wrzeszczy i w pośpiechu
na zakupy w Tesco biegnie
a na grandę już po cichu

Nasza Polska już nie polska
patrząc prosto w twoje oczy
ziemniakami rzuca w Orła
za Ojczulkiem dumnie kroczy

Nasza Polska już nie polska…

Karia 

xxx

xxx
we własnych myślach
drapię wielki strup fantazji
plując na przeklętą poezje
przeklinam dzień
w którym pierwsze słowa
zostały przelane na papier
a w moich żyłach krąży
głuchy beznadziejny talent…

Karia 

“kolejny raz”

 ”kolejny raz”

kolejny raz jak ktoś, kogo nigdy nie było…
jak dziki polny kwiat, a jednak zwykły chwast
jak stary fotel z podziurawioną tapicerką
i wielki gliniany dzban, lecz bez ucha i bez dna…

 

Karia 

“Strach”

“Strach”

samoistna
destrukcja słów

pospolite myśli
krążą w niewidzialnym
śnie

jestem wiatrem, pyłem
nikim ważnym

oczy węża…

boję się swoich słów
nigdy nie wiem…

kiedy ożyją

Karia

Rownie stare i b rzydkie i w ogole wszystko jest glupie! gdyby tak swiat pozwoli mi na chwle zguby i zatracenia, na ucieczke do nikad i kawalek ciastka z kremem =p

“psalm rozszczepienia”

“psalm rozszczepienia”

Nicość mnie ogarnia
Chandra i spokój po chwili
Zanim zdążę pomyśleć
Mijam się z własnym celem

Oh nicość! wybacz
Ja przyszłość, ja skała
Roztargnienie i grzech pierworodny
Dla Ciebie zaś wieczna chwała
Karia

Bardzo Stare :)

xxx

xxx

kolejny szary poniedziałek
kręci się wokół bladych kamienic
nabrzmiałych od pijanych turystów

sapiąc i dysząc miejską ulicą
wita Cię magiczne miasto Kraków

cholerny szary poniedziałek
drażni się z moim sumieniem
napuchłym od ciągłych wyborów

sapiąc i dysząc miejską gangreną
umierasz w magicznym mieście – Krakowie
Karia 

nibytytul: “bzdurosmieszneklekocenie”, poprawione

nibytytul: “bzdurosmieszneklekocenie”

uciekalam juz nie raz i nie dwa
ale przeciez
przed soba nie mozna uciec
wiec oto jestem

wlasnie tutaj
razem z jesiennym porankiem
kolyszac galezie zycia
wierze
ze kiedys w koncu znajde
swoje sumienie

moja wiara siega nieba
gdzie od dawna Boga juz nie ma
a zaklamane slonce
pali moja skore i gniecie obolale zebra

Karia

Wszystko Shit!

staram sie odnalesc swoje sumienie, swoje zycie, swoja wyobraznie…

“Spokojnie”

“Spokojnie”


to tylko
tylko ja
w ujęciu szmeru
w skostniałych dłoniach
z braku decyzji
z braku pocałunków
literką pragnę
rozjaśnić noc…

 

Karia 

“miłość”

“miłość”

mówili mi, że miłość to raj
taki raj na ziemi
i dostępny dla wszystkich
nawet grzeszników
uwierzyłam na słowo
i w tydzień później już kochałam
na swoja zgubę i radość innych
szybko straciłam wszystko
wraz z dumą i wiarą
bo miłość to nie ciastko
z kremem i wiśniami
jak mi często wmawiano
ale to walka o przetrwanie
między mną a tobą
Karia

Zadna rewelacja, z natloku mysli, z niedosytu, z braku czasu i pieniedzy hehe.

co do ciepła…

miękkim puchem powietrza
palisz komórki naskórka
twarzy siedem razy wysnutej
bo w baśni ukryte są granice…

na dłoni palcem rysujesz
historie jutrzejszej nocy
szukając rozkoszy nieziemskiej
na powiece sen znajdujesz…
Karia

Sen nadzwyczajny

Sen nadzwyczajny

Mój dom
stoi pośród ras,
moi przyjaciele
odeszli, by poznać
smak ambrozji,
świat stał się
uciążliwym globusem,
palcem sunę po
oceanie oszczerstw.

 

Karia 

Czasy Liecum jak dobrze pamietam…  o przyjaciol bardzo trudno, o prawde i zaufanie tez…

ona

 ona

w liściastej przestrzeni
ukryta na gałęzi życia
powoli zamyka oczka
zeschłe korzenie życia łakną
czystej wody
delikatnie
deszczem dotyka snów
kroplą poznaje świat
wiatr czesze jej słowa
na cztery strony świata
słońce składa promyczek
na bladych usteczkach
i ta wiara w owocowym
serduszku
patrzy na wszystko
jagodowymi oczkami
i wciąż czeka na
następne pogody
załamanie…

 

Karia

stare :)

11.04.2005 :: 16:35

11.04.2005 :: 16:35

najpierw
jechałam autobusem

90 i parę kilometrów drzemki
i mętlik drażni usta

potem
noc bezsenna bo samotna
i w oczach tęskność matowa

pijani powietrzem kręcą się w uszach
a za oknem średnio śmieszna pogoda
drwi ze mnie humorzastym niebem

siedzę spokojnie trzy i pół tygodnia
ja Karia ja Karusia

 

Karia

Czekanie na kolejne spotkanie było meczarnia… Dzis juz nie musze czekac. :*

“poetka sroletka”

“poetka sroletka”

takie niezgrabne wpatrzone w
obrazek
co czerwieni się do mnie każdego
poranka
takie maleńkie dzieciątko
bobasek
co trzyma w dłoniach oczy
kochanka

(ja poetka sroletka mistrzyni banału)

trzyma się spódnicy lirycznej
matki
co spada na nie spojrzeniem
prababki
i kręci się szalona karuzela
wydarzeń
na skraju niewinnie zakwitłych
marzeń

(ja poetka sroletka mistrzyni kawału)


Karia

Interpretujcie jak chcecie…

“chłód”

“chłód”

kiedy noc otula zmysły
spragniony pocałunku dzień
powoli zasypia ukołysany

gwiazd jesiennych śpiewem

posmutniałe gałązki jesionu
w strachu drażnią
srebrnego księżyca plecy

mrok zapada i zamykasz oczy

z nadzieją na ciepło
kolejnego poranka

Karia

Jeden ze starszych, troszke doprawiony dla smaku, a moze dla wiekszej zgrozy… Ja i tak nie umie ich ocenic. Za rok moze miec dla mnie calkiem inne znaczenie.

“wędrówka”

“wędrówka”

czas na wędrówkę po świecie
za góry za lasy i rzeki
w poszukiwaniu nowych wrażeń

w poszukiwaniu samej siebie?

moje serce tu zostanie
tak na wszelki wypadek
byś czekał na tą chwilę

byś czekał aż przyjadę?

Karia 

Mialo byc tego wiecej, ale niestety wizja 3 strofy byla beznadziejna. Poczekam, moze za jakis czas cos poprawie albo dopisze.

“Ty”

“Ty”

Karykatura zmysłów
w Twojej niespełnionej
twarzy to ten Rozmach
impulsów i zdarzeń
z życia W ciemnym pokoju
zasypiasz niespokojna
z pytajnikiem w
dłoni Obolałej
twarzy szukasz
pomiędzy kartką a
piórem Potajemnie spisujesz
pamiętniki ludzkiej natury

Karia

 

Nie udalo mi sie zaczarowac dlugopisa nawet na chwile na wakacjach, nie bylo czasu i trzezwosci na tyle =p Tak czy siak mam tu stary tekst dosyc oszlifowany dzisiejszego poranka. Tekst mozna czytac na rozne sposoby i bedzie wtedy troszke innaczej brzmial…

Pozdrawiam

jutro wyjazd w gory, mysle, ze tam cos napisze… ma nadzieje… moj swiat juz teskni za wierszoslowem…

“na bladych…”

“na bladych…”

na bladych ustach mojego pana
spoczywa niewolnik duszy
na jego dłoni leży martwe dziecko
tak bardzo podobne do mnie

Karia 

xxx

xxx

zakochałam się w pigułce
na samotność
drapie mnie gardło
i swędzą neurony
piętnaście minut do skaleczenia palca
i dwadzieścia do zatrucia myśli
kolejną noc nieprzespaną
utwierdzam w przekonaniu
zgnilizny patrzenia

Karia

 

Stare.

:((((

z kazdym dniem coraz mniej sil i checi… nie pisze, nic zupelnie, pusto

xxx

 xxx

neuron społeczności
oto ja
stoję na krawędzi świata
a parapet dumnie wzywa
nie idę
nadzieja mnie wykarmi
bo kocham
gdzieś kiedyś tu

Karia 

kolejny wiersz kiedys napisany, dzis porozdzierany przez wposmnienia… tak ciezko mi napisac cos nowego, cos pieknego, cos co bedzie miec przekaz glebszy niz moja glowa, szerszy niz moje uczucia, niz moj maly wielki swiat wyobrazni… Ostatnio coraz wiecej mysle o tej przerwie w nauce (dziekanka)  coraz mniej sil mam na poskladanie tych wszystkich elementow, tak by w koncu wyluzowac tak na serio.  Zreszta i tak to tylko moj maly zamkniety swiat…

„z innej bajki”

“z innej bajki”

wyszumiały się już
nasze cmentarzyska myśli
na policzku czerwonym jeszcze
od trzasku łamanej gałęzi
kreślę zmarszczkę czasu

w kawałku próchna
zamykam ciszę
drewnianym kluczem
tamtych dni
nadzieją jeszcze żyję

Karia

¨zanim wrócisz¨

“zanim wrócisz”

zacząć
od zaraz i na wspak
pisać
kilkakrotnie i w kółko i kwadrat
po brzegi wypełnić się
smakiem nasycenia

zacząć
pisać
wiersz

zbędne bazgrolenia

Karia

“cukiernia”

“cukiernia”

smak marcepanki
ślizga się po językach
a w naszych uszach
tętni słodkość
gorzkość
grzech i niewinność

Karia

Malutki wierszyczek… W Krakowie jest taka cukiernia, gdzie kiedys zabral mnie Juen, tylko w tym momencie nie pamietam nazwy, tej cukierni na Poselskiej chyba umiejscowionej. Uwielbiam marcepan!

“kochankowie”

“kochankowie”


żyjemy sobie całkiem spokojnie
z przerwami na przeziębienia
lub herbatę z cytryna

czasem poznajemy swoje myśli
nocą
kiedy usta milczą…

Karia

Chyba nie potrzeba tu zadnych moich komentarzy =] Poprostu sie Kochamy; :* Juen

 ”śmierć”
 
nadmierność bez-szelestu
ogranicza moje kroki
strach naciąga opaskę na oczy
i odmierza czas

bez-entuzjazm kpi ze mnie
kiedy mijam siebie
drążąc korytarze
czarnej nijakiej ziemi

 
 Karia
 
 Dziś był pogrzeb babci Pawła, ale już spokojnie spoczywa… 

„Podziurawione przestrzenie”

„Podziurawione przestrzenie”

rozlewamy się po kieliszkach
jak wódka bolszewicka
albo jeszcze lepiej
bimber babci zza rogu
i tylko nasze krople
namiętnie się łączą
w podziurawionej przestrzeni
ludzkich żołądków

Karia

Wiersz z kiedyś tam. Ja porostu lubie temat wodki, picia i nadmiaru myśli,  ja – Karia, ja – poetka, ja – kobieta, dziewczyna i dziecko…  bo nie okłamujmy się…  Kazdy z nas lubi czasem drinkiem, a czasem kieliszkiem zahaczyć o usta. Ale w tych alkoholowych bajeczkach jesteśmy nadal kochankami, ja i on, nadal odnajdujemy w sobie siebie… trzymamy się za ręce, marzymy…

xxx

xxx

w starym porcie
powietrze ocieka dymem

imbirem krzyczą kufle
a ściany drapią się
po pijanej głowie

i rozhulane drewno stołów
dźwiga rozpustny uśmiech

Karia

“na czas”

 ”na czas”

na końcu języka
same rozmowy z szokiem

pocieram mokrymi palcami
sztywną kartkę papieru

wlewam się w atrament
i przeklinam długopisy

na szlaku dwóch liter
chcę zdążyć się rozpisać

jeszcze przed ciemną nocą
wepchnąć oczy między marginesy

pragnę nie więcej nie mniej
jak w sam raz

skręcić liryczną bajkę
i wsunąć do twoich ust

na czas

Karia

Nop przydaloby sie cos skrecic… ciekawe ile osob odczyta w tym smak i ta chwile i ta wlascie czynnosc =p

xxx

xxx


wykradam przedsmak
Naszych bladych pocałunków

nie dotykając Twoich ust
już czuję je na sobie

w bezruchu trzymam bukiet
ledwo zakwitłej miłości


w przykrótkim wymyśle
wchodzę w Twoje oczy

Karia

przed snem

“przed snem”

tuż przed snem
twoja łza
bezradnie spływa po policzku
zahacza o kącik ust
i drażni podbródek
po to by ostatecznie
spaść
i zranić poduszkę
swoim smutkiem

Karia

Coraz gorsze te teksty…

+++

+++

brzękiem szkła wyparta cisza
kolejny miecz w twoich żebrach
patrzysz na mnie nagi
i bezsilny
prosisz o krople octu

wykarmiony piersią miasta
wdychasz spaliny spokoju
szukasz mojej dłoni
i wzroku
a usta twoje spękane szeptem

giniesz pomiędzy człowiekiem
spazmem ulic a błogosławieństwem
dławisz się grzechem dnia
i klniesz
na własną zgubę

Karia

Nie trudno odnalesc tu watek jezusowy, ale jak go rozumiec, sama nie wiem i chyba wlasnie to widac, chyba czasem czegos mu zazdroszcze, a czasem za cos winie… a moze i ja i on jestesmy tacy sami…

+++

zupełnie
z niezdarności długopisu
w szary papier zawijam słowa
i chowam je do kieszeni
pytam
gdzie jest ten świat
kiedy liryka słowa do głowy wpychając
namiętnie gładziła skronie?
i
Dlaczego
dziś ograniczam się tylko
do linijek mocno zapuchniętych
od dotykania?

Karia

Szczerze powiedziawszy nie podoba mi sie ten wiersz; Wena mi sie psuje, a moze to skutki niedopracowania talentu?

kiedy
rysujesz miłosny krajobraz
na mojej skórze jeszcze
jasnej od dnia
to w popłochu nocy
wykrzykujemy namiętne godziny

wtedy
słychać niespokojny oddech
który z niewyjaśnionej przyczyny
i zabieganych pocałunków
dzieli skutek na dwoje

i słowa rozbijamy o kołdrę
tuląc się do siebie

Karia

 

Chyba jeszcze to poprawie…

xxx

XXX

rozbieram nasze słowa
w szumie ciał odchylona
kiedy ty oddechem pieścisz
moje dłonie i ramiona
zagryzam ustami ciemność
Kamasutra słów i zmysłów
nasze ciała unosi błędność
palcem chłonę rzeczywistość

spazm trwa

Karia

Tekst powstał chyba też w okolicach 2004 roku; jest to wersja poprawiona =]

Pozdrawiam

Cmok dla Ukochanego Juena :***

xxx

xxx
wykolejony
wtapiasz stal
w moje oczy
jeszcze zapuchłe od łez
zakrywasz srebrem
rozpętałam wojnę
i zmysłem płonę
wykolejona
wykarmiam twoje tory
resztką nadziei
Karia

Tekst powstał w 2004 roku w okolicach wiosny. Dziś wprowadziłam pewne poprawki i uważam, że nie jest tak źle =]

“Polska”

“Polska”

to tak jakby Bóg zapomniał
o tym że świat istnieje
że ludzie mogą być głodni
że chleb wciąż nie tanieje
że każą zdobywać wiedzę
pracować i rodzić dzieci
na zawołanie głośno hołdować
dwóm takim co ukradli księżyc

 

Karia

Powstało wczoraj późnym wieczorem.

XXX

XXX

moja poezja nie dorosła
nie do pięt poetów
w nie dziecinnych ubrankach
biega po nie pokoju zdarzeń
wyrozumiale patrzy
na nie rozkwitający poranek
moja poezja nie pełnoletnia
ogłasza bunt nie słów
tworząc nie sklepienie nieba

Karia

Jak widać wiersz napisany jeszcze przed ukończeniem 18 lat. Przypuszczam, że gdzieś w okolicach 16-17 =] Przypuszczam, ponieważ nie przy każdym tekście umieszczałam datę powstania; teraz w ogóle tego nie robię.

+++

xxx

zwymiotuję
Jak Boga kocham
zwrócę cały obiad

trzeci dzień już piję
powojenną wódkę i
spirytus studenta zza rogu

abstrakcję dnia zostawię
parabolom moich myśli
łom i tak spadnie
na kolana
profesora od matematyki

Karia

Jeden ze starszych tekstów. Z czasów kiedy młodość jawi się jako czarna dziura i otchłań piekielna. Z czasów kiedy Wojaczek śnił mi sie po nocach a alkohol przetrawiał licealne troski.
Ps: Pan nauczyciel od Matmy zawsze kazał się nazywać profesorem – nigdy niczego mnie nie nauczył i nigdy nie będę go szanować ponieważ był (jest zapewne dalej, ale nie wiem bo omijam LO szerokim łukiem =P) porostu palantem!

“szpital”

“szpital”

z twojego oka
wylewają się
resztki schizofrenii
biegniesz bladą ulicą
za korkowanie stanu
wytrzeźwienia krwi
połykasz tabletkę
szóstą nieprzerwaną
nitką kołyszesz rozum
biały anioł powiedział
ona i jej blady cień…

 

Karia

+++

+++

od dziś jako skała nabrzmiała od zdarzeń
drętwieję w słowach i na samą myśl o tym
że świat po prostu przemija
chowam się w łąkach i kwiatach majowych
deszczem na szybach wiersze spisuje
sama nie wiedząc gdzie jest początek
i gdzie Bóg schował ostateczny koniec

Karia

>>> zakrzyk

Poeta ma prawo tworzyć swój własny świat…

“zakrzyk”


zakrzywione lustra mowy
wykradasz nocą czarnoświętą
przeklętościomierz
na wyprzedarzy grzechów
zakupiony ze zniszką
dwudziestoprocentową…

kłaniasz się wysokoczołym
wznosisz się nad białocząstkami

rozsypane myśli twórcze
na podłodze zadywanionej
wessie słodozłodziej

Karia

Nie bójcie sie!

Nie bójcie sie wyrażać swoich opinii! nie obrażę się =]

+++

+++

desperat w moich oczach
błotem pragnienie gasi
obijam się o ściany
złudnego szczęścia
kurzu szukam na półce
czystszej niż zwykle

a ty patrzysz
jak wykręcam wargi grymaśnie
i złoszczę się na cały świat
i gładzisz moje włosy
i tulisz mnie do siebie

Karia

Najprościej

Najprościej

Najprościej jest napisać
taki wiersz popaprany
w rymach zgubiony
w codzienności schowany
Taki wiersz po prostu
bez początku i końca
wepchnięty miedzy myśli
czyny a słowa
przez konieczność wysnuty
i z konieczności spisany
Taki wiersz z prostym banałem
bez żadnego morału
bez większych nadziei

Karia

napisane tego dnia; bo dlaczego nie

+++

+++
szklanobeton w oka pędzie
mruga błyskoświatłem
w trzecim rzędzie
śmiechobrzdękiem rozkochuję
bogogrzechy w sobie tulę
rymobzdury sensośmieszne
to pociągi – te pośpieszne
Karia

+++

+++
te skrzypce mnie gryzą
za uchem
delikatnie
leciutko strzępią myśli
majacząc tulą się
do mojej szyi
drewnianymi palcami
dotykają piersi
te skrzypce -
gładzą włosy muzyki
Karia

+++

+++
wiatrem
dotykasz mojej piersi lewej
kroplą deszczu
całujesz moje usta czerwone
naga owinięta zielenią
karmię oczy światłem
cieniem
wchodzisz we mnie życiem
magią zostawiasz znaki
Karia

powoli zaczynam

powoli zaczynam

zaczynam niebyt w bycie wybytym
wysuszam się suszą słów zasuszonych
znikam tyjąc i tłuszczem się zatłuszczając
zaciskam gardło uściskiem ścisku
nakrywam się czernią zbielałą od żalu

i nie wiem co dalej

śmiać się czy płakać?

Karia